Housewives free adult chat - Randki uk polish dating

Leżałam sobie spokojnie na leżaku, kiedy nagle zostałam zaczepiona przez starego, tłustego, nakrapianego na czerwono z popękanymi na twarzy żyłkami faceta.

Obrzydzenie malujące się na mojej twarzy spowodowało, że Darek D.

(no i wylądował na moim blogu) o mało się nie utopił ze śmiechu, natomiast ja bez ceregieli dałam obleśnemu potworowi do zrozumienia, że jest Persona Non Grata i Won mi z oczu!

K woli wyjaśnienia, zaznaczam, że był to jeden z pilotów Delty, którego sława wyprzedziła, więc mimo, iż go przedtem nie widziałam, dokładnie zdawałam sobie sprawę z kim mam do czynienia i nie dotknęłabym go nawet dwumetrowym patykiem w stanie pełnej eutanazji.

Czasami obserwując ich, zastanawiam się czy oni w ogóle mają jakieś typy czy biorą wszystko jak leci?

W przeciwieństwie do Polaków, Amerykanie lubią się uśmiechać, (u niektórych uśmiech przekształcił się w grymas trudny do skategoryzowania, który ja określam mianem nieszczerego szczerzenia zębów), nie mają żadnych kompleksów, (chyba, że im je wytkniemy), mają bardzo wybujałą fantazję, sprzedają wymyślone na pniu historyjki, którymi sypią jak z rękawa, głownie licząc na to, że jesteśmy zbyt głupie na to żeby się zorientować, a głównym celem randki jest zaciągnięcie kobiety do łóżka, najlepiej jeszcze tej samej nocy.

Nie zamierzam jednak wdawać się w przestrzeni wirtualnej w „cat fights” i przedstawię, opinię wynikającą z moich własnych doświadczeń i obserwacji na temat szowinistycznego świata Amerykanów.

Może jest nieco prawdy w powiedzeniu Oscara Wilde, iż: “Patriotysm is a virtue of viscious.” Przeciętny Amerykanin jest w stanie „przelecieć” absolutnie wszystko co się porusza i nie zdąży na czas uciec na drzewo.

Kiedy zostałam zatrudniona przez Linie Lotnicze Delta i odbyłam szkolenie w Atlancie natychmiast rozpoczęłam pracę w bazie warszawskiej.

Na jednym z moich pierwszych lotów wylądowałam w Atenach i po dotarciu do Hotelu Hilton wybrałam się z załogą na basen.

Niestety poza golfem i handlem krowami w Europie (cel jego wizyty w Polsce) nic go więcej nie interesowało a podczas rozmowy z nim zastanawiałam się jakim cudem był w stanie ukończyć studia, więc na potencjalnego narzeczonego nadawał się jak wół do karety.

W końcu jak powiedziała Samantha z filmu Sex and the City: „Life is not all about sex.” 🙂 W sferze savoir-vivre Amerykanie nie sięgają Polakom do pięt.

Jakiś czas temu, w jednym z artykułów na blogu Natemat natknęłam się na informację o pewnym amerykańskim pisarzu, ukrywającym się pod pseudonimem Roosh V.

Comments are closed.